Żołnierze kompanii Obrony Narodowej "Działoszyn" we wrześniu 1939 r.

 

 

Wszyscy żołnierze zostali pochowani na polu walki, tam gdzie polegli. Dużo spoczywa ich na cmentarzu w Strońsku niedaleko Pstrokonia. Na pamiątkowej tablicy wypisanych jest 159 nazwisk, wśród nich nazwiska żołnierzy z wieluńskich batalionów Obron Narodowej.

Dzięki ludzkiej pomocy i życzliwości w szpitalu udało mi się uniknąć niewoli za drutami oflagu. Zaczęły się jednak ciężkie dni okupacji, aresztowania, ale to już inny odcinek mego życia.

W ucieczce pomogła mi siostra Schubertowa, która do dziś żyje w Łodzi. Daty swojej ucieczki dokładnie nie pamiętam, było to w końcu listopada.

I tak też się stało. Nigdy nie godziłem się z myślą, aby pójść do niewoli. Leżałem więc na innym oddziale szpitala jako cywil, ale pod własnym nazwiskiem. Od czasu do czasu odwiedzała mnie dr. Sarosiek-Wojewódzka.

W końcu września i na początku października Niemcy zaczęli rejestrować rannych oficerów przywiezionych z frontu. Nie pamiętam, kiedy przejęli w administrację cały szpital. Pewnego dnia we wrześniu przybiegła zadyszana siostra Schubertowa:

W szpitali leżałem do końca listopada. Rany goiły się powoli, zwłaszcza lewa noga. Dowożony na opatrunki na wózku nie mogłem się doczekać, kiedy lekarz pozwoli mi się poruszać, trochę chodzić. Mieszkańcy Łodzi okazali się ludźmi ofiarnymi. Znosili do szpitala bieliznę, opatrunki, watę, owoce dla rannych, a także kwiaty.

Tej ostatniej wiele zawdzięczam: opiekę i przechowanie moich dokumentów, i informacje o tym, co dzieje się na froncie. Wiadomości te były sprzeczne: raz, że Anglicy wylądowali w Gdyni, że przesuwają się w głąb kraju, innym razem znów Niemcy podchodzą pod Warszawę.

Niemcy wkroczyli do Łodzi 7.9. Zjawili się również w szpitalu. Przyjęliśmy ich głuchym milczeniem, nienawistnym spojrzeniem, odwracaniem się w drugą stronę, by nie patrzeć w ich roześmiane gęby. Przyszli szukać miejsce dla swoich rannych.

Po operacji leżałem na dużej sali, na której przebywali również ranni podczas bombardowania Wielunia. Obok mnie leżał ślusarz Tyszler, któremu amputowano nogę. Zmarł w nocy z 6 na 7.9.